Read Anatomia Nadczłowieka. Przewodnik dla początkujących by Konrad Jaskólski Online

anatomia-nadczowieka-przewodnik-dla-pocztkujcych

Duch Gór… To regionalna atrakcja, po prawdzie tajemnica, ostatecznie metafora… Metafora czego? Młody chłopak wyjeżdża z Karpacza szukać pracy w Londynie. Marzy o prędkim powrocie do domu. Życie płata mu jednak figle… Zamiast powrotu trafia do Auckland na Nowej Zelandii czy do Hongkongu. W drodze spotyka Jego – Ducha Gór obecnego, ba nawet prowokującego najczarniejsze chwilDuch Gór… To regionalna atrakcja, po prawdzie tajemnica, ostatecznie metafora… Metafora czego? Młody chłopak wyjeżdża z Karpacza szukać pracy w Londynie. Marzy o prędkim powrocie do domu. Życie płata mu jednak figle… Zamiast powrotu trafia do Auckland na Nowej Zelandii czy do Hongkongu. W drodze spotyka Jego – Ducha Gór obecnego, ba nawet prowokującego najczarniejsze chwile życiorysu… I tak rodzi się tytułowy Nadczłowiek. Bo o jego „anatomii” jest ten Przewodnik – Przewodnik dla początkujących Konrada Jaskólskiego. Majstersztyk świetnego humoru i filozofii splecionych w ciasnym, nader intrygującym uścisku.Książka z serii „Z Biblioteki Ducha Gór”...

Title : Anatomia Nadczłowieka. Przewodnik dla początkujących
Author :
Rating :
ISBN : 9788365295613
Format Type : Paperback
Number of Pages : 378 Pages
Status : Available For Download
Last checked : 21 Minutes ago!

Anatomia Nadczłowieka. Przewodnik dla początkujących Reviews

  • Magdalena
    2019-03-16 11:03

    Rzepiór intercontinentalDwóch kolegów ze szkolnej ławy spotyka się po latach w Londynie. Edek, który opowiada nam tę historię, został właśnie wylany z roboty i zamierza powrócić z emigracji. Na Rudolfa, kumpla z dzieciństwa, natyka się przypadkiem, ale skoro los tak chciał, że się spotkali, to przecież trzeba to uczcić.Przyjaciele bardzo się różnią jeden od drugiego, ich natury są tak odmienne jak dzień i noc, jak pan i niewolnik, ale ponoć to właśnie przeciwieństwa przyciągają się najsilniej.Już Edek ma wszystko zaplanowane, bilet do domu w kieszeni, wpadł do Londynu na chwilę, żeby zabrać swoje rzeczy, zadzwonił nawet do Bożeny i podał godzinę powrotu, gdy spotkanie z Rudolfem, po raz nie wiedzieć który, wyrywa go z poukładanego świata. Zaczęło się święto, bachanalia, alkohol leje się strumieniami, a Rudolf snuje po dziewięć opowieści jedna za drugą, aż Edek nie jest w stanie ich spamiętać. Plączą się Edkowi te historie, opowiedziane przez Rudolfa, ze wspomnieniami wspólnego dzieciństwa z Sosnówki, gdzie mieszkał, z Karpacza, gdzie chodzili do szkoły, z Karkonoszy, gdzie urywali się na wagary, z Jeleniej Góry. Edek marudzi o godzinie odlotu, ale Rudolf oznajmia: „Nie ma żadnych powrotów! Zapomniałem ci wspomnieć, kiedy przywiozłem cię tutaj, że z emigracji się nie wraca.- W porządku. Zadzwonię do ciebie z Sosnówki – odgrażam się.- Nic nie rozumiesz. Emigracja to nie witamina ani tłuszcz. Nie rozkłada się w organizmie. Do domu nie wrócisz już nigdy. Co najwyżej możesz sprawić, żeby dom wracał do ciebie. Do tego nie jest ci wcale potrzebna Sosnówka. (…) Rzeczy należy porzucać, a nie do nich wracać.”[1]Nie sposób uwolnić się od Rudolfa, fascynuje i zawłaszcza, upija Edka bourbonem do nieprzytomności, a sam? „Rudolf stoi i popala papierosa. Nie widać po nim, żeby się upijał. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek widziałem go pijanego, zawsze trzeźwy jak skała, jakby nie powstał z prochu tylko został wykuty w ametyście, karkonoskim kamieniu szlachetnym, którego nazwa z greckiego oznacza „trzeźwy”, „niepijany”.”[2]Rudolf już w młodości rzucił się w nurt filozofii, by odnaleźć odpowiedź na pytania, które rodziły się w jego głowie. Zafascynowany był ideą nadczłowieka Nietzschego, czytał także Eckharta, Bataille’a, cytował Ciorana. Zagubiony Edek słuchał wywodów przyjaciela, by podsumować: „Nic nie kumam”[3], artykułując, przy okazji, myśli niejednego czytelnika. Ale Rudolf w odpowiedzi zdjął z półki „Księgę Ducha Gór”, by hauptmannowskim dziełem wyjaśnić przyjacielowi fenomen Rzepióra, a potem powrócić do cytatów Nietzchego „Człowiek jest jak ciemna chmura, z której w każdej chwili może wyjść błyskawica. Teraz kumasz?”[4]Edek nadal „nie kumał”. Opowiada: „Od czasu do czasu wpadam do Karpacza odwiedzić rodziców. Przy okazji którejś wizyty spotykam Rudolfa. Nic się nie zmienił. Wciąż nie traci czasu. W żaden sposób życie nie może dać sobie z nim rady. Bierze je za grzywę i tarmosi do bólu, a ono wyje i błaga o łaskę.”[5]Ten stan ducha Edka trwa tylko do pewnego czasu, by w określonych okolicznościach ulec zmianie.Przyznam, że obawiałam się książki przesiąkniętej filozofią nietzscheańską, bo co ja wiem na ten temat? Na szczęście autor łaskawie to przewidział i ustami Rudolfa, w cytatach, wyłożył Edkowi, i mnie przy okazji, clou sprawy. Filozofia okazała się rodzajem szkieł, przez które patrzymy na życie. Jaskólski zaproponował nam nietzscheański model okularów. Zdaje się mówić: załóż je i wybierz się z bohaterami w świat, z apollińskim Edkiem, uporządkowanym, marzącym o żonie i dzieciach, znoszącym bez skargi szarą rzeczywistość i z dionizyjskim Rudolfem, dzikim, nieokiełznanym, wpadającym w ekstazę. Załóż czytelniku te niezwykłe okulary i poznaj filozofię Nietzschego w akcji, sam siedząc wygodnie i bezpiecznie w fotelu. Przyglądaj się, jak bohater z mozołem usiłuje przezwyciężyć samego siebie, by stać się nietzscheańskim nadczłowiekiem. Czy mu się uda? Czy to jest w ogóle możliwe?Edek i Rudolf przemierzają świat: Hongkong, Paryż, Auckland w Nowej Zelandii, Ameryka południowa, Warszawa. Spotkać ich można wszędzie. Ale punktem zwrotnym w życiu ich obu było pojawienie się na ich drodze Rzepióra, karkonoskiego Ducha Gór, Rübezahla, mitycznej postaci, która ich odmieniła. I nie ma znaczenia, czy bohaterowie wędrują akurat po rubieżach cywilizacji, czy są w jej tętniącym centrum, tak daleko od Karkonoszy, jak tylko jest to możliwe czy na karkonoskim szlaku. Mistyczne zdarzenie z lat chłopięcych zostawiło niezatarty ślad, a nietzscheańskie okulary stały się częścią ich oczu. Natomiast Rzepiór… Do tego kim jest, a kim nie jest, musicie dojść sami.Jak czyta się książkę przesyconą filozofią Nietzschego? Doskonale! Powieść skrzy się humorem, niebanalnymi porównaniami, wartką akcją: „Usiłuję dodzwonić się do Bożeny, żeby jeszcze raz ją usłyszeć i upewnić się przy okazji, po co się urodziłem i co mam dalej robić, zanim będzie za późno.”[6]Albo ten kawałek: „Zaglądam do księgarni i kiosku z lokalną prasą, ale wszędzie same kretyńskie ciekawostki dla fanów sportów ekstremalnych, których stolicą jest Nowa Zelandia. Tak już jest. Jedni nie mają dokąd pójść, co ze sobą zrobić i do kogo się odezwać, a drudzy skaczą sobie z mostu dla zabawy albo zbiegają na łeb na szyję ze skarpy. I pomyśleć, że jesteśmy z jednej gliny.Wściekły, kupuję wielki jak piłka plażowa globus. Za moment wracam z reklamacją.– Daj pan inny globus. Ten jest zepsuty.– Jak to zepsuty? – dziwi się sprzedawca. Bierze w ręce i sprawdza zawiasy, podstawkę, pokręca kulą.– Wszystko jest w porządku, nie widzę żadnych uszkodzeń.– Brakuje Nowej Zelandii – przecieram ręką twarz.Zdumiony sprzedawca obraca globusem w poszukiwaniu kraju. Ma zmarszczone czoło i rozwarte oczy. Nachyla się w moją stronę.- Wcale nie brakuje. Tutaj jest. O, widzi pan? – dumnie oświadcza, przystawiając globus do mojej twarzy.- Tutaj?- Pewnie, że tutaj, a gdzie ma być? Co pan?- Dawaj pan inny globus – upieram się przy swoim.Sprzedawca sapie z dezaprobatą i przynosi dwa inne.Dokładnie przyglądam się każdemu egzemplarzowi z osobna, ale bez rezultatów. Nowa Zelandia wszędzie jest w tym samym miejscu.- Nieźle żeś mnie pan urządził – mówię do sprzedawcy.- Ja pana urządziłem?”[7]Albo jeszcze tutaj…. Nie, co ja Wam będę książkę przepisywała. Sami sobie ją przeczytajcie, najlepiej w całości.Niekiedy powiada się o takich książkach, że czytają się same. „Anatomia nadczłowieka” zdecydowanie „czyta się sama”. O czym opowiada? O życiu, o dojrzewaniu, o byciu sobą, o mocowaniu się ze światem, o wyborach i ich konsekwencjach. Niby to, co zwykle opisuje się w książkach, ale JAK opowiada!„Sztuka życia własnym życiem odchodzi w zapomnienie, by nie powiedzieć – wymarła. Potrzeba bycia czymś więcej opanowała świat w każdej dziedzinie. Żeby dotrzeć do człowieka, trzeba się dzisiaj nieźle napocić. (…) Nie wystarczy mieć imię, nazwisko, pracę, wykształcenie i rodzinę, żeby być sobą. Trzeba bywać w Paryżu, mieć aparat fotograficzny z tysiącem funkcji, które służą kompletnie do niczego, wyrobione zdanie na każdy temat, władzę absolutną, a przynajmniej taką, która upoważnia do wykopania na zbity pysk podwładnego i miliona innych, równie absurdalnych rzeczy. Zupełnie, jakby ludzkość stała u progu wynalezienia czegoś lepszego niż wolność.”[8]Finał jest brawurowy i pełen fajerwerków. Cóż! Po takiej ilości wypitego bourbona, jaką zaserwował swoim bohaterom autor, trzeba przyznać, że i tak wyrażali się składnie oraz poradzili sobie nieźle z zasadzkami, jakie im postawił na drodze. Ostatnie fragmenty układanki wskakują na swoje miejsce, a czytelnik ma o czym myśleć przez następnych ileś godzin. Przydałby się ciąg dalszy, jakaś druga część, cokolwiek, ale … nie ma.Polecam gorąco „Anatomię nadczłowieka”, a sama wracam do początku, żeby jeszcze raz przeżyć przygody bohaterów oraz spotkać na karkonoskim szlaku Rzepióra według wersji Konrada Jaskólskiego!-------[1] „Anatomia nadczłowieka. Przewodnik dla początkujących”, Jaskólski Konrad, seria „Z Biblioteki Ducha Gór”, Ad Rem 2016, s. 33[2] tamże, s. 54[3] tamże, s. 67[4] tamże[5] tamże, s. 89-90[6] tamże, s. 51[7] tan ze, s. 120-121[8] tamże, s. 18-19[Opinię opublikowałam na swoim blogu: http://zapiskinaserwetkach.blogspot.c...